Czarny piątek, czy biały marsz? Jest też trzecia droga

Polski czarny piątek dotarł do Peru. Nie dało się go nie zauważyć. Podobnie jest z białym marszem. Można odnieść wrażenie, że nie liczą się już argumenty, tylko kto głośniej krzyczy. Interesujące, ale jest też inna możliwość.

czarny piątek, czy biały marszCzarny piątek, czy biały marsz? Z daleka widzę, że w Polsce nie liczą się już argumenty i sztuka dyskusji, tylko kto kogo przekrzyczy. Nikt nikogo nie słucha, ani nawet nie stwarza takich pozorów. Choćby mnie koniem zaciągać, nie wezmę w tym udziału. Mam tylko dwie ogólne opinie i trzecią drogę.

Pro-choice wygra, po co więc zawracać innym głowę

Pierwsza opinia jest taka, że zwolennicy prawa do aborcji niepotrzebnie marnują czas i siły. Nie ma co się wysilać, bo ten postulat zostanie spełniony. Nowoczesne pojmowanie życia na Starym Kontynencie oraz ustrój wprowadzany w Unii Europejskiej, której Polska jest członkiem, nie przewiduje innej możliwości. Potrzeba tylko trochę cierpliwości, a w ramach wolności dostaniecie nie tylko „aborcję na żądanie“, ale i „aborcję obowiązkową“.

To tylko kwestia czasu. Niski metraż mieszkania, czy brak stałej pracy, staną się – w trosce o równość i braterstwo – prawnymi przesłankami konieczności przerwania ciąży. Kobieta będzie musiała to zrobić. I tyle. Po co więc teraz łazić ulicami i zawracać innym głowę.

Pro-life przegra z kretesem i zostanie w skarpetkach

Drugą klarowną opinię mam dla przeciwników prawa do aborcji. Białe marsze też są psu na budę, bo wcześniej, czy później zostaniecie sprzedani. Bez skrupułów. Nawet się nie obejrzycie, a ostaną się Wam jeno skarpetki, do których będziecie mogli włożyć idee.

Nie liczcie na żadną pomoc. Od polityków zaczynając, na hierarchii kościelnej kończąc. Polityka mieli od zawsze, a rewolucja w Kościele katolickim, do której węgla ile może dorzuca papież, pędzi w najlepsze zostawiając za sobą wyrwane z korzeniami fundamenty.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – można przeczytać w Biblii u Świętego Mateusza. Jeszcze można, bo wszystko zmierza ku temu, żeby było inaczej. Nie bądźcie zdziwieni, gdy ten cytat zostanie zmieniony w duchu naszych czasów. I będzie brzmiał: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, dobrzeście uczynili”.

Aborcja to wielki biznes. Nikt i nic go nie zatrzyma

Można zamykać oczy i tego nie zauważać, ale świat się zmienił i aborcja nie jest już kwestią tego, kto ma rację. Liczy się zupełnie coś innego. Pieniądze.

Według Światowej Organizacji Zdrowia na naszej planecie wykonuje się prawie 60 milionów aborcji rocznie, a tendencja jest zwyżkowa. To jeden z najbardziej dochodowych biznesów, na jaki mógł wpaść człowiek.

Warto sprawdzić i policzyć samemu. Tylko trzeba wziąć rozbudowany kalkulator, bo zwykły nie poradzi sobie z wyświetleniem wyniku.

Suma summarum na aborcji robi się niewyobrażalne pieniądze. W świecie, w którym to one rządzą, nic, ani nikt z ludzi tego nie zatrzyma. To chyba jasne.

Miałem jeszcze napisać o trzeciej drodze. Oto i ona. Prowadzi do sierocińca koło Limy.

Przyjedź, urodź i zostaw dziecko w dobrych rękach

Każdą kobietę, która zastanawia się nad przerwaniem ciąży i jeszcze czyta te słowa, zapraszam do Peru. Będzie tu mogła urodzić, zostawić dziecko i wrócić do domu.

Przyjmę każdy rodzaj dziecka. Łącznie z tym, który nazywany jest „bezczaszkowym płodem“. Jeśli urodzi się martwe lub umrze po porodzie, wezmę i pochowam. Zawsze to lepsze niż wrzucenie do kibla i spuszczenie wody.

W sierocińcu czekamy też na dzieci z zespołem Downa i każdego innego rodzaju dzieci niechciane. Zwłaszcza te, które pochodzą z gwałtu.

Jak to będzie w praktyce wyglądać? Bardzo prosto. Proszę napisać do mnie i ustalimy wspólnie plan działania.

Z mojej strony zapewniam pełną dyskrecję, przelot do Limy, przyjazne przyjęcie, opiekę medyczną, poród w dobrych warunkach, rozwiązanie kwestii prawnych oraz zakwaterowanie i wyżywienie. Ewentualnie możemy jeszcze porozmawiać o wycieczce do Machu Picchu.  Od kobiety oczekuję tylko jednego. Chęci donoszenia ciąży.

To tyle w temacie aborcji. Pozdrawiam wszystkich zwolenników i przeciwników!

9 Comments

  1. Nie bierze Pan pod uwagę, że niekoniecznie kobieta musi chcieć donosić ciążę, jeśli płód ma takie wady, które wg obecnego prawa kwalifikowałoby go do aborcji.

  2. Witaj stary druchu 🙂 Znowu poruszyłeś moje serce i umysł, rzadko zaglądam na stronę Operuje w PERU, tak naprawdę zdażyło mi się to drugi raz w życiu, ale znając Twój styl, spodziewając się niespodziewanego oraz mimo tego że nagłówek odstraszał doczytałem artykuł do końca, no i ….. no i jak zwykle warto było 🙂 Ponownie jest to strzał prosto w sedno problemu, rozwalający system, stawiający sprawy jasno, zwięźle i na temat z typowym dla Ciebie mega optymistycznym zakończeniem. Sądzę że mało kto miał świadomość istnienia trzeciej opcji i że to takie proste, realne, dostępne od ręki ale przede wszystkim ratuje życie (jak niegdyś w wysokich Andach, pamiętasz 🙂 a z takim argumentem nie ma co polemizować! Chętnie pomogę Piotrze w propagowaniu tej idei w Polsce, może jakieś marszobiegi, koncerty, lub inne formy aktywnego uświadamiania że TO JEST MOŻLIWE 😉 Jak zwykle wymiatasz Piter, Operuje w PERU rządzi. Pozdrawiam Cię serdecznie po latach milczenia i zgłaszam się zwarty i gotowy do działania. Arek 😉

    • Cześć Arku, dostawco niezapomnianych wspomnień 🙂 Ale się cieszę, że napisałeś. Jak można się z Tobą skontaktować? Mam nadzieję, że pogadamy jak za starych czasów 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*