Dobre ziemniaki z Peru? Trzeba o nich powoli zapomnieć

Ziemniaki pochodzą z Peru i w Peru jest ich najwięcej gatunków. Wie to nawet dziecko. W takim razie gdzie w Limie można zjeść najlepsze, peruwiańskie frytki? Nigdzie, bo wszędzie podają ziemniaki sprowadzane z zagranicy.

ziemniaki-peru

Jak do tego doszło? Musimy cofnąć się przynajmniej o kilka lat. W 2011 roku na głównym placu w Cuzco przyglądałem się manifestacji rolników. Ubrani w tradycyjne, kolorowe stroje protestowali przy dźwiękach indiańskiej muzyki przeciwko próbom wprowadzenia genetycznego modyfikowania peruwiańskiej żywności. To było chyba najpiękniejsze, a na pewno najmądrzejsze zgromadzenie, jakie widziałem w życiu. Chłopi osiągnęli swój cel, a ja zacząłem doceniać to, co w tym kraju jem.

Minęło siedem lat i ci sami rolnicy zablokowali andyjskie drogi. Nikomu nie życzę natknąć się na taki protest. Może wydawać się ciekawym, choć upierdliwym elementem podróżowania w Peru. W rzeczywistości jednak łatwo stracić w nim życie. W czasie blokad, o których piszę, zginęły co najmniej dwie osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Tym razem nie poszło jednak o jakość żywności, której nadal nie można w tym kraju genetycznie modyfikować. Tylko o ceny ziemniaka. Symbol, który kojarzy się z Peru nawet małym dzieciom. To z tej części świata pochodzi przecież to warzywo. To tutaj uprawia się kilka tysięcy gatunków ziemniaka. I to stąd rozprzestrzenia się on na świat.

Nie wiadomo jak długo to potrwa, bo peruwiańscy rolnicy zostali zmuszeni do sprzedawania swoich produktów poniżej kosztów produkcji. Nie mieli innego wyjścia, bo kraj, zwłaszcza Limę, w której mieszka ponad jedna trzecia Peruwiańczyków, zalały tańsze, zamrożone, zmodyfikowane i uprawiane na przemysłową skalę ziemniaki z zagranicy. Najwięcej z Europy.

Bez wdawania się w szczegóły: międzynarodowym koncernom nie udało się wprowadzić swoich pomysłów na miejscu, więc zaczęły je do Peru eksportować. Protesty przynoszą chwilowy efekt, bo przyciśnięty do ściany rząd obiecuje skupować krajowe ziemniaki. Jednak na dłuższą metę ich producenci z Abancay, Andahuaylas, Ayacucho, Huancayo, Huánuco, czy Cuzco nie są w stanie wytrzymać tego naporu. Niektórzy z nich nadal pracują jak za Inków. Całkowicie ręcznie, tylko ziemniaki zwożą z pola na grzbietach osiołków i lam. Niedawno byłem na takich wykopkach nie mogąc uwierzyć jak ciężka to robota. Kiedy odjeżdżałem, ludzie prosili z nadzieją w oczach: – Zabierz nas stąd…

Rolnikom nie sprzyja nawet pogoda. Zabrzmi to absurdalnie, ale fenomeny klimatyczne, które co rusz dotykają i niszczą częściowo ten kraj, powodują lepszą wegetację ziemniaków. Jest ich po prostu za dużo. Przez jakiś czas tak będzie, bo jeśli władza nie wprowadzi regulacji korzystnych dla miejscowych producentów, wkrótce zaczną oni bankrutować.

Wtedy będzie pozamiatane. A z legendy o pysznych i różnorodnych ziemniakach w Peru pozostanie tylko legenda.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*