Pensja za uśmiech. Wenezuela budzi mnie rano mikserem

Wenezuela stoi nad przepaścią, więc ludzie uciekają stamtąd pędem do Peru.  Za chlebem. To zwrotny moment w historii obu krajów.

W Peru nikt niczego nie dostaje za darmo. Na wszystko trzeba ciężko zapracować. Ale ja dostałem. Żywą gotówkę. Pewnego razu do autobusu, którym jechałem w Limie, weszła młoda kobieta i wręczyła mi dwa banknoty. Sto pięćdziesiąt wenezuelskich boliwarów.

– Czy jestem Tobie coś winny – zapytałem.

Pokręciła głową. Mimo to dałem jej trochę peruwiańskich drobnych. Uśmiechnęła się i wysiadła na kolejnym przystanku. Wtedy to ja się uśmiechnąłem, bo dotarło do mnie, że zrobiłem najgorszy interes w życiu. Wenezuelskie pieniądze są najładniejsze w całej Ameryce Południowej, ale nie mają żadnej wartości. Za sto pięćdziesiąt bolívares można kupić co najwyżej jedną kulkę winogrona.

Od razu przypomniała mi się ostatnia wyprawa do Wenezueli. Głupio się przyznać, ale chodziłem z miejscowymi banknotami do ubikacji. Po pierwsze było taniej niż papier toaletowy. Po drugie papieru nie było w ogóle.

Teraz jest jeszcze gorzej. Według czarnorynkowego kursu minimalna płaca w Wenezueli wynosi mniej niż dwa dolary. Tyle dałem dziewczynie z autobusu za jeden uśmiech. A za trzydzieści wymienionych nieoficjalnie dolarów jedna rodzina jest w stanie przeżyć cały miesiąc.

Wiem to od sąsiadów. Wenezuelczyków. Przyjechało ich już kilkadziesiąt tysięcy. Peruwiańskie władze złagodziły przepisy migracyjne, żeby wyjazd za chlebem był dla nich łatwiejszy.

Codziennie budzi mnie dźwięk miksera. Właściwie urywa głowę, a nie budzi. To sąsiedzi szykują się do pracy. Robią owocowe napoje, przygotowują swoje narodowe dania, rozrabiają w wiadrach czekoladę, a potem sprzedają to wszystko na ulicach.

Za każdym razem, gdy wenezuelski mikser urywa mi głowę, wracam pamięcią do mojego wyjazdu z Polski. Dawno temu. Do Niemiec na winogrona. Później były powroty i kolejne wyjazdy. Aż w końcu trafiłem tutaj.

Moi sąsiedzi z Wenezueli wierzą, że wrócą kiedyś do kraju. Oby im się udało. Zabrzmi to dziwnie, ale myślę, że człowiek powinien przeżyć większość życia tam, skąd pochodzi. Więzi ze swoim miejscem wysysa się przecież z mlekiem matki.

Chyba nie wyssałem go zbyt dużo. Tak czy siak Peru znajduje się w kulminacyjnym punkcie przyjmowania uchodźców. To jest i będzie zupełnie inny kraj niż go poznałem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.