„Polskie obozy śmierci“ istnieją i to ja jestem temu winny

Nie mam zielonego pojęcia, czy karanie więzieniem za „polskie obozy śmierci“ to dobry, czy zły pomysł. Czas bywa cierpliwy i to pokaże. Jakby co, w Peru jest mnóstwo podejrzanych, ale – żeby było jasne – nie wydam nikogo.

obozy-smierci
Źródło: DzidekLasek/www.pixabay.com

Miałem ten tekst napisać kilka lat temu, ale pomyślałem sobie wtedy, że lepiej nie budzić demonów. To było w dniu, w którym na festiwalu filmowym w Limie polska produkcja „Ida“ zdobyła główną nagrodę. Radości w mediach nie było końca. Jeden z moich peruwiańskich znajomych był jednak na tym filmie. Zadzwonił po projekcji i poprosił, żebym wyjaśnił mu dlaczego prześladowaliśmy i zabijaliśmy Żydów.

Jedna rozmowa przerodziła się w wiele rozmów. Nie tylko z nim. Niemal każda była uderzeniem obuchem w moją głowę. Okazało się bowiem, że Peruwiańczykom zwrot „polskie obozy śmierci“ nasuwa się automatycznie. Wszystko działo się przecież na terenie naszego kraju.

Ani jeden z moich rozmówców nie powiedział tego w złej woli. Wszyscy – jak jeden mąż – powiedzieli tak, a właściwie dopowiedzieli sobie, z braku wiedzy. Coś tam słyszeli o niemieckich nazistach i ich ludobójstwie, ale druga wojna światowa kojarzy im się bardziej z wychudzonym artystą z Warszawy, który tak bardzo chciał zagrać na pianinie, że w końcu zagrał. I dostał za to Oskara.

Brzmi jak ironia, ale pozwalam sobie na nią, żeby pokazać przepaść.

Nigdy nie zapomnę sztucznego uśmiechu na ustach, kiedy po raz pierwszy wychodziłem z niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau w polskim Oświęcimiu. Miałem wtedy kilkanaście lat i musiałem się śmiać, bo inaczej padłbym na ziemię w spazmach szlochu przed koleżankami i kolegami z klasy. Płakać zacząłem dopiero w nocy, kiedy wszyscy zasnęli.

Potem, już jako dorosły człowiek, płakałem w niemieckim obozie śmierci w polskim Sztutowie. Płakałem też w niemieckim obozie koncentracyjnym na polskim Majdanku. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Za każdym razem, kiedy myślę o ludziach, którzy opuścili ten świat tak upodleni i tak umęczeni przez innych ludzi, moje serce zamiera. Zbyt blisko mnie i mojej polskiej duszy to się wydarzyło, żeby było inaczej.

Natomiast Peruwiańczycy byli, są i będą od tego zbyt daleko. Żyją na innej planecie. O ile dobrze pamiętam, podczas drugiej wojny światowej stracili kilkunastu obywateli. Mniej niż teraz ginie w ciągu dwóch dni w wypadkach na drogach. Czy można wymagać od nich znajomości faktów z odległej galaktyki sprzed ponad siedemdziesięciu lat?

Nie wiem, czy karanie więzieniem za „polskie obozy śmierci“ to dobry, czy zły pomysł. Czas bywa cierpliwy i to pokaże. Jakby co, w Peru jest mnóstwo podejrzanych, ale – żeby było jasne – nie wydam nikogo. To przede wszystkim moja wina, że tak myślą. Nie zrobiłem przecież nic, żeby dowiedzieli się jak było. Zostawiłem wszystko losowi. Zapominając, że o prawdę zawsze trzeba walczyć, bo prawda nigdy nie obroni się sama.

5 Comments

  1. Piotrusiu nie uwierzysz ale właśnie przestałam rozmawiać na ten temat z Angi bo wróciła ze szkoły i zaczęła opowiadać o lekcji filozofi na której profesor wyraził opinie dotyczącej obozów w Polsce podsumowując ze jeśli tak było to dla tego ze na to pozwolili Polacy którzy w tym momecie mieli coś do powiedzenia . Łzy mi sie na oczy cisnęły ale fakt jest faktem ze w Peru nie maja pojęcia ale we Włoszech tez nie żartują

  2. Dokladnie to samo slyszalem na Kubie, polskie obozy smierci. Taksowkarz, ktoremu powiedzialem ze to byly niemieckie obozy smierci patrzyl na mnie jakos poblazliwie. Tak jakbym klamal.

  3. No niestety ale to wina braku polskiej dyplomacji od 89 roku w teoretycznie wolnej Polsce i tez niestety szczycenie się i pokazywanie za granicą filmow pokroju „Idy” ktorego ktoś o znikomej wiedzy z czasów II WS nie może dobrze zrozumiec

  4. Ja mieszkałam w Peru a teraz na Kostaryce i kiedyś przyszło mi rozmawiać z pewnym starszym panem- Argentyńczykiem o Żydowskich korzeniach, który twierdzi że Polacy zostali bardzo łatwo pokonani przez Hitlera.( Jakby się wogole nie bronili) Nie wie oczywiście o państwie podziemnym o obronie Westerplatte i polskiej waleczności Niestety pewno wiele osób tak mysli

  5. Dyplomacja nie rozumie zasad marketingu a wydawac pieniedzy to juz zupelnie nie chce a tutaj trzeba po prostu wykupic artykuly i publikacje w prasie, mediach, itd i promowac prawdziwa historie i nasze spojrzenie na te wydarzenia. Jak inaczej chcecie dotrzec do mieszkancow innych krajow? To dluga i kosztowna droga ale skuteczna. Warto zaczac planowac i realizowac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*