Prywatna wojna z Wielką Brytanią. Poszło o Alfiego Evansa

Sprawa Alfiego Evansa dotarła do Peru. Nie zauważyłbym jej, gdyby nie uderzyła we mnie. Efekt? Po raz pierwszy w życiu wypowiadam wojnę. I to od razu całemu krajowi. Wielka Brytanio, od teraz jesteś moim wrogiem.

Alfie Evans
www.facebook.com/groups/alfiesarmy

Po raz pierwszy w życiu wypowiadam wojnę. Od razu całemu krajowi. Wielka Brytanio, od teraz jesteś moim wrogiem.

Choć jeszcze kilka dni temu byłem po jej stronie. Nie mogłem patrzeć, jak w szpitalu w Liverpoolu trwa bezsensowna, uporczywa terapia niespełna dwuletniego Alfiego Evansa.

Według zajmujących się nim lekarzy, chłopiec nie widzi, nie słyszy, nie czuje, a jego mózg z niewiadomego powodu jest zniszczony aż w siedemdziesięciu procentach. Gdybym był na miejscu i nie byłoby chętnego, sam wyciągnąłbym z kontaktu wtyczkę od respiratora.

Mózg mojej mamy był zniszczony w zaledwie czterech procentach. Bez medycznego wspomagania umarłaby nie z choroby, na którą zapadła, lecz z cierpienia. Jak można narazić na to małe dziecko?

Operacja nieudana, ale pacjent żyje

Problem w tym, że Alfie (jeśli wierzyć lekarzom – człowiek praktycznie bez mózgu) po odłączeniu aparatury przeżył samodzielnie nie tylko przewidywane trzy minuty, ale także nieprzewidywane trzy doby. Bez terapii, lekarstw i jedzenia. Nie wygląda przy tym  na kogoś, kto doświadcza bólu. Wręcz przeciwnie. Na filmach i zdjęciach, które obiegają świat i które dotarły też do Peru, to spokojny i uśmiechający się przez sen chłopiec.

Operacja nie udała się, a mimo to pacjent przeżył – medycyna zna takie przypadki. A następnie umożliwia mu dalsze dochodzenie do zdrowia. Tym razem wydarzyło się jednak coś innego. Decyzją brytyjskich lekarzy, potwierdzoną wyrokiem brytyjskiego sądu w dwóch instancjach, Alfie został skazany na powolną śmierć. Nie może udać się do innej placówki medycznej, która chce go przyjąć i próbować leczyć. Ma tylko jedno prawo. Umrzeć. Nic więcej.

Własne wartości to najlepszy interes

Nie będę wnikał w decyzję brytyjskich lekarzy. Rozumiem, że podjęli ją w najlepszym dla siebie interesie. Z tego samego powodu nie będę wnikał w decyzję brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Natomiast w moim najlepszym interesie jest chronić mój świat. Dlatego lekarzom i sędziom na Wyspach oraz całej Wielkiej Brytanii wypowiadam prywatną, jednoosobową i bezterminową wojnę.

Chodzi w niej o Alfiego, choć wątpię, czy przeżyje to, co się wokół niego dzieje. Nawet gdyby obudził się ze śpiączki i o własnych nogach chciał opuścić szpital, jest już chyba jasne, że miejscowy system nie pozwoli mu na to.

W tej wojnie chodzi też o mnie. Nie chcę mieć nic wspólnego z krajem, który nie tylko zagraża moim osobistym wartościom, ale w oczywisty sposób próbuje je zdemolować.

Wysiadam z pociągu do Machu Picchu

Wojna ma dwa fronty. Pierwszy już wygrałem. Po prostu moja noga nie postanie więcej na brytyjskiej ziemi, dzięki czemu nie wydam na niej złamanego funta.

Drugi front jest trudniejszy, bo Wielka Brytania jest obecna w Peru. To trzeci inwestor w tym kraju. Sprzedaje tu swoje towary i usługi, najczęściej w zakamuflowany sposób. Poprzez plątaninę miejscowych firm i nazw. Ale dojdę do tego. Pewnego dnia Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej całkowicie i bezpowrotnie straci na peruwiańskiej ziemi polskiego klienta.

Dziś pewne jest, że nie pojadę już koleją do Machu Picchu. Firma Peru Rail, która obsługuje tę trasę, związana jest między innymi z Brytyjczykami. Płacąc za przejazd tym najdroższym składem kolejowym na świecie, wspiera się nie Peruwiańczyków, tylko brytyjski kapitał. Sorry, ale wysiadam z tego pociągu. Do słynnego inkaskiego miasta dotrę w inny sposób.

To tyle. Trzymaj się, Alfie!

3 Comments

  1. Czytam Twoje strony od dawna, myślę, że od kilku lat, i za każdym razem gdy tu zaglądam mam do Ciebie większy szacunek bo w życiu liczy się dobro i bezkompromisowość oraz męskie postawienie sprawy, a nie ciągłe zwodzenie i owijanie w bawełnę. Poruszasz czasem tematy, które odbierają Ci czytelników, a jednak reprezentujesz swoje zdanie. Bardzo to szanuję.
    Sprawa tego chłopca to tak naprawdę idealny obraz obecnej „cywilizacji zachodniej” ku której Polska zmierza szybkim krokiem, na własne życzenie. Każdemu kto zna choć trochę historie świata nasuwa się jedno porównanie – Rzym – który upadł z wielkim kwikiem i sromotą jego buńczucznych i hedonistycznych mieszkanców.
    Myślę, że to już niedługo.
    Pozdrawiam i mam nadzieję do zobaczenia w Peru!

    • Masz rację, Pawle. Też myślę, że to już niedługo, dlatego tym bardziej warto trwać przy swoim i sprawdzać wartość tego trwania przy każdej okazji, bo pewnie na końcu pozostanie nam tylko to, nic więcej – własne wartości. Podobnie jak Ty, mam również nadzieję, że zobaczymy się w Peru. Koniecznie odezwij się. Super byłoby Cię poznać i porozmawiać z Tobą. Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*