Powódź zaskoczyła po zmroku i zalała dom dziecka w Chilca

W czołówkach peruwiańskich mediów nie ma już informacji o powodziach, które nawiedziły ten kraj, ale to nie znaczy, że problem przestał istnieć. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie w jaki sposób ofiary kataklizmu staną na nogi. To będzie długi i trudny proces. Peruwiańczycy są jednak silnymi i odpornymi ludźmi. Poradzą sobie. A jeszcze lepiej poradzą sobie, gdy się im pomoże.

Powodzie dotknęły przede wszystkim północ kraju, ale woda dotarła także do stolicy. W najgorętszym okresie zalany został dom dziecka w Chilca niedaleko Limy. To miejsce dobrze znane podróżnikom, z którymi mam możliwość poznawać Peru. Chętnie je odwiedzamy. Do sierocińca trafiają także wolontariusze z Polski wkładając w swój pobyt wielkie serce i zostawiając na koniec tęskniące dzieci.

Nagła, wieczorna powódź mocno je wystraszyła, ale nie wyrządziła żadnej krzywdy. Dzięki pomocy peruwiańskiej Obrony Cywilnej, odpowiedniego ministerstwa i miejscowej gminy wszystkich mieszkańców sierocińca, łącznie z ich ulubionym psem, udało się ewakuować w bezpieczne miejsce. Pierwszą noc dzieci spędziły na miejskim stadionie piłkarskim, a następnie zostały ulokowane na terenie nieczynnego kampusu uniwersyteckiego.

To była bardzo sprawna akcja. Wręcz nie pasowała do latynoskiego poczucia czasu i lekkomyślnego – z europejskiego punktu widzenia – podejścia Peruwiańczyków do niespodziewanych sytuacji. Połączony z empatią profesjonalizm odpowiedzialnych za ewakuację zdumiał mnie całkowicie. Cóż… Peru nadal mnie zaskakuje i będzie zaskakiwać.

Po powodziach dotarły do mnie pytania o to, jak można pomóc. Za wszystkie dziękuję. To też mnie zdumiało. Ciągle mam wrażenie, że świat pędzi do przodu tak szybko, że trudno się w nim zatrzymać, rozejrzeć wokół i zastanowić nad tym, co jest w życiu ważne. Ludzka solidarność też jest ważna. Nawet tylko werbalna, bo przywraca poczucie normalności, której – zdaje się – będzie na tym świecie coraz mniej.

Tyle refleksji, choć po powodziach w Peru mam ich w głowie dużo więcej. Może kiedyś do czegoś się przydadzą. Teraz konkrety. Tak, można pomóc. Przywracając do normalności zniszczony sierociniec w Chilca. Choć woda opadła już dawno, nie wiadomo kiedy dzieci do niego wrócą. Wszystko zależy od tego jak szybko uda się przygotować go do ponownego zamieszkania.

Wpłat można dokonywać na konto organizacji, która opiekuje się sierocińcem:

Sociedad de San Vicente de Paúl
IBAN Code: 009-010-001109014745-02
SWIFT Code: BSUDPEEL
Bank: Scotiabank – Peru
Adres: Avenida Dioniso Derteano 102
San Isidro, Lima 27 – Peru

Potrzebne są także ręce do pracy na miejscu. Jeśli ktoś może je zaoferować, proszę o kontakt bezpośrednio ze mną.