Mnóstwo pytań o Peru. I dwie prośby z drugiej strony okienka

Dawno temu, na dworcu kolejowym w Dębicy, zapytałem w kasie o połęczenie z Rzeszowa do Lublina. Wiem, że od tego jest informacja, ale informacji nie było. Licząc na litość uśmiechąłem się więc do kasjerki najpiękniej jak umiem. Zadziałało. Pani odwzajemniła uśmiech, po czym zaczęła notować coś na kartce. Niezwykła kobieta. Nie dość, że pomoże rodakowi z zagranicy, to jeszcze zapisze wszystko, żeby mu się nie pomyliło.

– Pan sobie zadzwoni pod ten numer – rzekła po chwili podając kartkę. Był na niej kontakt do kolejowej infolinii.

Opowiadam tę historię, bo teraz ja siedzę za okienkiem. Nie ma tygodnia, żebym nie dostał pytania związanego z Peru. Ludzie pytają o wszystko. Najczęściej o to, co bez problemu można znaleźć w internecie.

Często zastanawiam się nawet nad trudem po drugiej stronie tego okienka. Trzeba przecież odnaleźć mojego bloga, wyszukać zakładkę z formularzem kontaktowym, napisać o co chodzi, a potem poczekać cierpliwie na odpowiedź. Tymczasem wystarczy zapytać wujka Google i po kłopocie.

Oczywiście staram się odpowiadać na wszystko. Mam jednak dwie prośby.

Pierwszą o zrozumienie. Tak jak kasjerka na dworcu w Dębicy nie była od informowania o rozkładzie jazdy pociągów z Rzeszowa, tak ja nie jestem punktem informacyjnym na stacji zwanej Peru. Nie dlatego, że nie chcę. Tylko dlatego, że w czasach, w których niemal wszystko można znaleźć w książkowych przewodnikach lub w sieci, po prostu nie ma to żadnego sensu. Są jednak kwestie, o których makiem zasiał. Z tym związana jest moja druga prośba. Proszę pisać do mnie bez wahania za każdym razem, kiedy w internecie i papierowych publikacjach o Peru naprawdę czegoś nie ma. Jeśli jakiejś odpowiedzi nie ma, istnieje duża szansa, że będę ją znał. A jeśli nie będę znał, będę wiedział gdzie się dowiedzieć.

Innymi słowy: nie zawracajmy sobie obustronnie głowy sprawami prostymi i przejrzystymi. W pozostałych – jak najbardziej. Warto korzystać z wiedzy, którą o Peru mam i ciągle poszerzam.